Get Adobe Flash player

Widok z kamery na wieży widokowej na Górze Chełmskiej

 

.....

...

 

KALENDARZ

loader

Spotkanie z rodziną pp. Michaela i Margaret Fenelon

Wyrwanie się z intensywnego codziennego "kieratu" na kolejny wyjazd proponowany przez Siostry Szensztackie, tym razem w piątkowy wieczór na spotkanie z Rodziną Szensztacką z USA, to pomysł wyglądający niezbyt konkurencyjnie wobec planów odpoczynku po pracowitym tygodniu lub wobec możliwości nadrobienia zaległości domowych. Tak myśli i odczuwa wielu z nas podejmując decyzję o rezygnacji z zaproszenia. 

Moje wieloletnie doświadczenia wskazują jednak, że wybór pozytywny daje ogromną radość z przeżytych nowych doświadczeń i spotkań ze wspólnotą szensztacką.

Tym razem udział w wydarzeniu był szczególnie niezwykły, poruszający i rozświetlający drogę Szensztatu, a równocześnie dla mnie osobiście ogromnie wzruszający.
Informacje na temat rodziny p.p. Fenelon, zawarte w zaproszeniu, dały przedsmak wyjątkowości proponowanego spotkania, stąd mimo, że mój mąż musiał pracować, ja wybrałam się z Benią i Wojtkiem do Koszalina. Wyobrażałam sobie, że zobaczę dwoje 80 letnich staruszków, (nie doczytałam uważnie informacji o Gościach - stąd błędne wyobrażenie), będących sami z siebie dla współczesnego "szensztatowca" źródłem wzruszenia ze względu na ich kontakt z ukochanym Założycielem.
W trakcie jazdy do Koszalina, Benia zapytała, czy pamiętam takie szczególne zdjęcie Ojca Kentenicha, na którym prowadzi za rękę kilkuletniego chłopca?, bo Gość z USA jest tym właśnie chłopcem.
Wtedy juz wiedziałam, dlaczego coś mnie gnało na to spotkanie. Zdjęcie pamiętam bardzo dobrze, bo gdy je zobaczyłam piętnaście lat temu , mój syn Marek wyglądał identycznie jak chłopiec ze zdjęcia, miał taką samą koszulę i spodnie. Z łatwością dało się zasugerować wszystkim, że to właśnie mój syn jest na tym zdjęciu, padało jedynie pytanie: jak zmontowaliśmy to zdjęcie?. Ten fakt sprawił, że odczytałam wtedy to zdjęcie jako zapewnienie, że moje dzieci są pod opieką Ojca Założyciela i miało to dla mnie wielkie znaczenie.
Wspólnotowa Msza Święta w sanktuarium MTA na Górze Chełmskiej rozpoczęła wyjątkowe wydarzenie. Siedzący z boku, w pierwszej ławce Michael i Margareta jawili się od początku jako totalnie zwyczajni, skromni ludzie, wyglądający jak sąsiedzi wielu z nas.
Z bogatej homilii naszego ks. Kazimierza Klawczyńskiego jeden wątek szczególnie utkwił mi w głowie. Ksiądz Kazimierz odczytał obecność p.p. Fenelon wśród nas jako świadectwo tego, że Szensztat jest Bożym dziełem w nawiązaniu do czytania z dnia z Dziejów Apostolskich o faryzeuszu Gamalielu, który to zaproponował Sanhedrynowi , by uwolnić Apostołów, bo jeśli ich działanie ma znamiona tylko ludzkie, to zaniknie, natomiast jeżeli Boże, to okaże się, że walczą z samym Bogiem.
Rzeczywiście powinniśmy uświadomić sobie, że Dzieło zapoczątkowane przez Ojca Kentenicha rozwija się w kolejnych pokoleniach: pierwsi byli rodzice Michaela i Margaret, potem Oni sami i kolejno są również ich dzieci, tzn. co najmniej trzy pokolenia żyją Szensztatem. Cyfrę" trzy" można odczytać również jako nieskończoność. Zderzenie tego czytania z obecnością naszych Gości odczułam tego wieczoru jako kolejne potwierdzenie w dialogu Boga z nami, że Szensztat jest prawdziwie Jego Dziełem.
W dalszej części piątkowego wydarzenia Michaela i Margaret przedstawili precyzyjnie opracowaną prezentację drogi swojej rodziny w Szensztacie. Ojciec Założyciel w życiu Rodziców zarówno Michaela jak i Margaret odegrał rolę taką, jaką wobec nas Siostry i Ojcowie szensztaccy. Bywał u nich w domu, prowadził poniedziałkowe rozmowy, inspirował do samowychowania.
Założyciel tworząc fundamenty całego Dzieła, równocześnie towarzyszył rodzinom w ich codziennym życiu.
Nowością dla wielu z nas była zaprezentowana idea " sanktuarium życia", przewijająca sie poprzez całą prezentację Rodziny pp. Fenelon.
Obranie jednego elementu sanktuarium jako symbolu życia poszczególnych członków rodzin stawało się dla nich jakby drogowskazem, zwłaszcza w zawiłych meandrach życia. Ojciec Kentenich dla każdego przygotowywał modlitwę rozświetlająca znaczenie wybranego symbolu i przesłanie z niego wynikające. To okazywało się niesamowicie pomocne w utrzymywaniu więzi rodzinnych i więzi z Kościołem. Matka Michaela, który jest najstarszym synem z dwunastki Jej dzieci, mówiła, że będąc w sanktuariach szensztackich poprzez symbole, widziała w nich wszystkie swoje dzieci.
Treści prezentacji, wypełnione osobistymi doświadczeniami rodziny Michaela i Margaret , umocniły nas w przekonaniu, że nasze rodzinne problemy nie są czymś odosobnionym, ale są przypisane każdemu według Bożego planu. My mamy jedynie trwać wiernie w sercu sanktuariów domowych.
Ciekawa okazała się sprawa zdjęcia Michaela z Ojcem Kentenichem. On sam nie pamięta momentu wędrówki z Ojcem, do czego musiał się przyznać, gdy był dopytywany o treść prowadzonej z Nim rozmowy. Pamięta jedynie, że była taka okoliczność, gdy Założyciel obchodził nowy teren , pozyskany dla Szensztatu przez siostry. Nie wiedział, że takie zdjęcie jest, a już wielkim dla niego zaskoczeniem był fenomen popularności tej fotografii i znaczenia dla całego Szensztatu.
Otrzymane na koniec spotkania sławne zdjęcie, opatrzone dodatkowo autografem pp. Fenelon, każda rodzina poniosła do swoich sanktuariów domowych z pewnością nie tylko jako pamiątkę ze spotkania z Michaelem i Margeret , ale także jako doświadczenie obecności Ojca Założyciela, który prowadzi nas za rękę.
Zdanie zacytowane w zaproszeniu na spotkanie, odnoszące się do treści zaplanowanej w formie " prezentacji naszego osobistego doświadczenia wzrastania jako dzieci z Ojcem Kentenichem w Milwaukee oraz rozwoju sanktuarium domowego i jego przemieniającej mocy w życiu małżeńskim i rodzinnym, jako żywego wyrazu domowego kościoła" w pełni odzwierciedla głębię szensztackiego ducha, jakim są przeniknięci i jakim emanują Michael i Margaret -wspaniali Świadkowie życia i apostołowania Ojca Założyciela.
Maria Jankowska


Spotkanie z bezpośrednim świadkiem życia i wiary Ojca Józefa Kentenicha - małżeństwem z USA.
Bogu niech będą dzięki za to spotkanie.

W dniu 27.04.2017r. część Rodzin Szensztackich miała tą wyjątkową okazję spotkać się z Państwem
Michael i Margaret Fenelon. To Oni jako bezpośredni świadkowie życia i działalności Ojca Założyciela
przedstawili nam relację z tych czasów , kiedy Ojciec przebywał w Milwaukee w USA.
Usłyszeliśmy od nich jak żył i głosił Słowo Boże Ojciec Kentenich. Dowiedzieliśmy się , że te spotkania i relacje z Nim , odbiły się bardzo na ich dalszym życiu. Choć przecież i oni przechodzili różne koleje swojego życia, to jednak Ojcowska wiara i miłość zawsze
prowadziła ich do Boga. W tym roku gdy mottem koscioła jest " Idżcie i głoście" jest to szczególnie ważne również i dla nas członków Ruchu Szensztackiego, ponieważ nasze motto : Razem z Tobą Ojcze" jest tutaj bardzo wyeksponowane. Widzimy za ich świadectwem życia , że idąc razem z Ojcem , możemy przezwyciężyć wszystkie trudności naszego życia.
Czasami moglibyśmy im tego zazdrościć , że mieli taką możliwość bliskiego obcowania z Ojcem.Przecież wiemy jak ważni są świadkowie. Tak samo jak dwa tysiące lat temu bezpośredni świadkowie życia i działalności Pana Jezusa szli i głosili Słowo Boże na całej ziemi , tak samo i Ci bezpośredni świadkowie , głoszą naukę Ojca Założyciela wszędzie tam, gdzie tylko przebywają.
Dziękujemy im za to i prosimy Boga za wstawiennictwem MTA i Ojca Założyciela ,aby mogli głosić to świadectwo jak najdłużej, a Ruch Szensztacki rozrastał się i rozwijał na całym świecie.

Z Szensztackim pozdrowieniem

Joanna i Zbigniew Chlebowscy.


 

Zdjęcia Bernadety i Wojciecha Ernestowiczów