Get Adobe Flash player

Msza św. przymierza 18.01.2018 roku

W dniu 18 stycznia 2018 roku spotkaliśmy się na pierwszej Msza św. przymierza w nowym roku 2018. 

Tego dnia rodzina szensztacka w naszej diecezji modliła się szczególnie za rodziny  ze Sławna i Darłowa, które były odpowiedzialne za przygotowanie oprawy liturgicznej. Podczas kazania ks. Kazimierz Klawczyński przybliżył postać sługi Bożego Józefa Englinga, sodalisa którego ojcem duchownym był ks. Józef Kentenich. Piątego stycznia 2018 roku przypadała bowiem 120 rocznica jego urodzin. Po odczytaniu impulsu na zakończenie Mszy św. animatorzy diecezjalni państwo Beata i Leon Drozdowscy złożyli życzenia ks. Kazimierzowi z okazji jego 60. rocznicy urodzin.
Po Mszy św., w zimowej aurze Góry Chełmskiej, wszyscy uczestnicy udali się do domu sióstr na urodzinowego torta. Zdjęcia

 

Ukochana Rodzino Szensztacka,

Gromadzimy się dzisiaj na pierwszej Mszy św. Przymierza w nowym roku 2018. Jest dla nas szczególny roku, intensywnej modlitwy o beatyfikację Sługi Bożego Ojca Kenenicha i przygotowania od zawarcia przymierza z Założycielem 15 września 2018 roku w 50. Rocznicę jego odejścia do domu Ojca. Podczas, tej styczniowej Mszy św. przymierza w sposób szczególny zwykle zatrzymywaliśmy się nad wydarzeniem z 20 stycznia 1942 roku, kiedy nasz Założyciel w ducha aktu in blanco i inscriptio cordis in cor zgodził się na pójcie do obozu koncentracyjnego w Dachau.
Chciałbym jednak dzisiaj, przypomnieć o innej, okrągłej styczniowej rocznicy.

Oto 120 lat temu, 5 stycznia 1898 urodził się w Prositach na Warmii Józef Engling. Urodził się w wielodzietnej rodzinie rzemieślniczej, miał sześcioro rodzeństwa. Jego ojciec był krawcem. Rodzina żyła w skromnych warunkach.
W 1910 r. Józef przyjął Pierwszą Komunię Świętą. Przeżycie to pozostawiło głęboki ślad w jego duszy, niezwykle wrażliwej na wszystko, co religijne. Już wtedy jako dwunastolatek prowadził dzienniczek duchowy, którego zapiski ukazują niezwykłą dojrzałość w życiu wewnętrznym, samodzielność myślenia i wrażliwość religijną.

W wieku 14 lat Józef Engling zdecydował, że zostanie kapłanem. We wrześniu 1912 r. przybył do odnowionego właśnie gimnazjum pallotyńskiego w Szensztacie k. Vallendar nad Renem w Niemczech. Chłopak ze wsi nie okazał się wybitnym talentem, ale pilnym uczniem o nieprzeciętnych zdolnościach. W szkole dał się poznać przede wszystkim jako dobry kolega.

Ważnym wydarzeniem jego w życiu był udział w założeniu Kongregacji Mariańskiej w gimnazjum, która później rozwinęła się w Ruch Apostolski z Szensztat. Miało to miejsce 18 października 1914 r. Wtedy to właśnie ojciec duchowy gimnazjum - ks. J. Kentenich wygłosił pamiętny wykład, który przeszedł do historii Szensztatu jako "Akt Założycielski". Ojciec duchowy wspólnie z młodymi współzałożycielami Kongregacji zawarł w tym dniu z Maryją tzw. "przymierze miłości", które dzięki Opatrzności Bożej stało się zarodkiem dzisiejszej Rodziny Szensztackiej. Engling przeżył głęboko ów "Akt Założycielski" Szensztatu, czyli historyczne przymierze miłości z Matką Bożą. Do tego stopnia uczynił je treścią swego życia, że Założyciel Szensztatu nazwał go "ucieleśnionym Aktem Założycielskim". Był bardzo związany z Założycielem Ruchu - ks. Kentenichem. Traktował go jak swojego ojca i z zapałem wprowadzał w życie jego zalecenia. Bardzo wcześnie - praktycznie już w 18 roku życia - stał się ucieleśnieniem wszystkich treści Szensztatu.

W roku szkolnym 1915/1916 Engling został prefektem Kongregacji Mniejszej. Należeli do niej uczniowie średnich klas gimnazjum pallotyńskiego. Mimo wielu trudności - był to przecież czas wojny - młoda Kongregacja przeżyła pod jego kierownictwem ogromny rozkwit. W tym czasie kształtował się jego ideał osobisty: "Chcę stać się wszystkim dla wszystkich i całkowicie należeć do Maryi". To zdanie stało się główną treścią jego życia. Głęboka miłość do Matki Jezusa przynaglała go nie tylko do ciągłej pracy nad charakterem, ale także do bezinteresownej służby apostolskiej. Przede wszystkim stał się prekursorem idei "kapitału łask", Matki Trzykroć Przedziwnej z Szensztatu. Za inspiracją Ojca Założyciela prowadził dzienniczek, w którym prowadził duchowy porządek dnia. Zapisywał w nim podjęte praktyki modlitewne, które były jego szczególnym darem dla Maryi, a jednocześnie jego osobistym wkładem do "kapitału łask".

W listopadzie 1916 r. Józef Engling otrzymał nakaz stawienia się pod broń. Z siedemnastoma innymi uczniami gimnazjum przybył więc do Hagenau w Alzacji, gdzie miało odbyć się kształcenie wojskowe. Widoczna wada postawy nie kwalifikowała go do kompanii reprezentacyjnej. W koszarach znalazł się w towarzystwie wyjątkowo brutalnych żołnierzy. Wielu przykrości doznał też ze strony nieludzkiego przełożonego. Jego życie stało się nagle trudne i pełne cierpienia. Mimo to starał się trwać mocno przy swoich dążeniach samowychowawczych i równie żarliwie pielęgnować życie religijne. Prowadził nadal swój duchowy porządek dnia, starając się być wiernym Maryi w koszarach tak samo, jak w zaciszu internatu. Stał się dzięki temu prawdziwą podporą i oparciem dla kolegów, którzy nie mniej cierpieli z powodu trudów życia żołnierskiego, do którego nie byli przecież przyzwyczajeni.

Na początku czerwca 1917 roku Józef Engling wyjechał na pole walki. Jego pułk został skierowany na front wschodni do Rosji. Nie doszło tam wprawdzie do żadnych poważniejszych działań wojennych, jednak miesiące pobytu na wschodzie były dla żołnierzy bardzo uciążliwe. Męczyły ich długie i trudne marsze, dokuczał głód, nużyła monotonna i nużąca wojna pozycyjna. Jednak Józef nie poddawał się nawet w tak trudnych warunkach. Za wszelką cenę dążył do świętości. W tym czasie zgromadził wokół siebie kilku kolegów, z którymi rozmawiał na tematy religijne i apostolskie. Utrzymywał z nimi stały, listowny kontakt, pozostając duchowym przewodnikiem tej grupy aż do swojej śmierci.

Z początkiem roku 1918 jego pułk został przeniesiony pod twierdzę Verdun - w pobliże Wzgórz 304 na zlaną krwią ziemię zachodnią. Engling, który sprawdził się już jako niezawodny żołnierz frontowy, przeszedł do oddziału zwiadowczego. Brał udział w wielu niebezpiecznych przedsięwzięciach wojskowych. W tym czasie z dnia na dzień stawał się coraz bardziej człowiekiem modlitwy. W jego planie dnia znajdowało się wiele praktyk duchowych: dwie godziny czuwań, różaniec, czytanie duchowe, wzbudzenie dobrej intencji, wieczorny rachunek sumienia i żal za grzechy, a przede wszystkim duchowy udział we Mszy i Komunii świętej. Do tego dochodziło jeszcze postanowienie szczegółowe, przy pomocy którego prowadził walkę ze słabościami swojego charakteru lub starał się uszlachetniać jego dobre cechy. Codziennie zdawał przed sobą pisemny rachunek z tego bogatego - pod względem religijnym - planu dnia. Jak pokazują jego zapiski, te pisemne kontrole prowadził sumiennie z niewielkimi wyjątkami poprzez cały okres życia wojskowego. W 1918 r. młody żołnierz kilkakrotnie przeprowadził w okopach dzień poświęcony odnowie duchowej, a raz na jakiś czas, na ile to było możliwe, starał się nawet odbyć rekolekcje.

W połowie kwietnia 1918 r. dywizja, w której służył, brała udział w bitwie zaczepnej między Ypern a Bethune. Jego pułk kierowany był często w ogień walki, na skutek czego ponosił dotkliwe straty. W takich warunkach wzrastała jego miłość do Maryi, prowadząc go na wyżyny heroizmu. Wiara w posłannictwo Szensztatu wypełniała go do tego stopnia, że dla urzeczywistnienia celów młodego Ruchu, dobrowolnie, w pisemnym poświęceniu ofiarował swoje życie Matce Trzykroć Przedziwnej. Kiedy otaczała go groza śmierci, a wielu kolegów padało w ogniu granatów, jego postanowienie szczegółowe brzmiało: w ciągu dnia ponawiać ofiarę ze swego życia Matce Bożej. Jak bardzo poważnie traktował to oddanie życia, świadczy spokój duchowy, dzięki któremu przetrzymywał dzielnie najtrudniejsze niebezpieczeństwa, ćwicząc się w koleżeństwie. Jak tylko mógł, ściągał rannych z pola walki, odkopywał zasypanych, grzebał zabitych. W ogniu granatów szedł dobrowolnie po posiłki, gdy nikt inny nie miał odwagi tego zrobić.

Ostatnie miesiące jego życia przypadły na okres walki defensywnej. W nieludzkich warunkach życia frontowego, Engling pozostał nadal wierny zarówno swoim kolegom, dla których zawsze był niezawodnym przyjacielem, jak i podjętym obowiązkom. W tym czasie wzbił się na wyżyny rozwoju duchowego. Realizował nadal swój stały plan dnia: czy to podczas długich marszów - w stanie skrajnego wyczerpania, czy w trakcie innych działań wojennych, padając ze zmęczenia. Właśnie w tych tygodniach co godzinę adorował Trójjedynego Boga w swoim sercu. Na krótko przed śmiercią jego życie duchowe osiągnęło taką głębię, że stale odczuwał bliskość swojego Pana, całkowicie będąc z Nim zjednoczony.

Wieczorem 4 października 1918 roku w pobliżu Cambrai trafił go śmiertelny granat. Jego całkowite oddanie Maryi zostało w ten sposób przypieczętowane bohaterską śmiercią. Miejsce spoczynku Józefa Englinga do dzisiejszego dnia nie jest znane.

Tego właśnie Józefa, niepozornego chłopca z równie niepozornej miejscowości, jednakowoż chłopca o wielkim sercu i umyśle nazwał Ojciec Kentenich „wielkim Bożym projektem, według którego Bóg pragnie kształtować wszystkie dzieci Szensztatu”.
Ściśle mówiąc Ojciec Kentenich nazwał go gigantycznym projektem – słowa te przechodzą nam z trudem przez gardło w obliczu skromności Józefa, ale niemniej też w obliczu wciąż jednak dosyc marginalnej pozycji, jaką Józef zajmuje w naszej Rodzinie.
Co miał na myśli Założyciel i dlaczego właśnie jego, postawił nam wszystkim za wzór, przez wszystkie pokolenia?
Józef Engling, choć sam nie był obecny przy Akcie Założycielskim (należał do niższego rocznika sodalicji), to jednak stał się bezpośrednim świadkiem powstawania Ruchu, aktywnym, pełnym pasji młodym w s p ó ł z a ł o ż y c i e l e m. Jednym z pierwszych „młodych serc”, które Maryja potężnie pociągnęła do siebie i ukształtowała na wspaniałe narzędzie.
Cechą wyróżniającą Józefa Englinga na tle innych świadków rodzącego się Ruchu było to, że wchłonął on całym sercem wiarę młodego Założyciela, wyrażającą się w przekonaniu, że oto Maryja pragnie ustanowić w małej kapliczce w Szensztacie miejsce pielgrzymkowe i kolebkę świętości dla wielu.
Od tej odważnej, śmiałej wiary zależało powstanie Szensztatu. Maryja i Ojciec Kentenich uzależnili je od współpracy ludzkiego partnera. I tak jest to dzisiaj. Oto zasady gry, tej wielkiej, świętej gry, której na imię Szensztat.
Czy wierzysz, że Maryja także dzięki twojej współpracy może i chce odnowić świat?
To fundamentalne pytanie i jednocześnie zaproszenie Szensztatu do kazdego.

Józef Engling przyjął całym sercem treść i przesłanie Aktu Założycielskiego z 18.10.1914 r. i zaangażował się w jego urzeczywistnienie. W jego młodym sercu i życiu obserwujemy namacalnie, co znaczy: chcę cały oddać się Bożemu charyzmatowi, który tak nagle, nieoczekiwanie i niezasłużenie wkroczył w moje życie!
To Józefowi Englingowi zawdzięczamy trudną do przebicia pasję wkładów do kapitału łask: gdy na małych karteczkach przynosił Matce Trzykroć Przedziwnej zanotowane codziennie małe i wielkie wkłady, gdy odwiedzał to – rodzące się wówczas z każdym z jego wkładów Sanktuarium, gdy w maju 1916 r. przynosił już nie pojedyncze wkłady, ale bukiety darów i ofiar podjętych z miłości dla Maryi, Matki Pięknej Miłości.

3 czerwca podarował Maryi już nie pojedyncze wkłady, nie bukiety, nie wycięczające marsze, głód, modlitwy ofiarowane w mokrych okopach, ale ofiarował samego s i e b i e jako ofiarę za cele, jakie Maryja, Matka Trzykroć Przedziwna ma z Szensztatem. Za Jej cele i ich realizację, ich przyszlosc złożył w ofierze siebie.
Po stu latach od jego ofiary (Maryja przyjęła dar jego życia 4. października 1918 r.) znajdujemy się w podobnej sytuacji: Nurtuje nas pytanie: Jak przekazać ogień Szensztatu kolejnym pokoleniom? Co robić, by grupa, wspólnota w której jestem, była żywotna, zapalała, dawała impulsy, płonęła ogniem fascynacji, zarażała innych?
W tym sensie każdy z nas jest współzałożycielem u boku Ojca Kentenicha. I tego symbolem jest Józef Engling.
W modlitewniku Rodziny Szensztackiej „Droga do nieba” występuje tylko jedno nazwisko członka Rodziny Szensztackiej i jest to wlasnie: Jozef Engling! Nasz Ojciec prosi w modlitewniku tym i wraz z nim wielu ludzi codziennie na calym swiecie: „Spraw, by Józef Engling wkrótce został ogłoszony świętym i by poprzez to zostały przełamane wszystkie przeszkody, które stoją na drodze owocności Szensztatu”