Get Adobe Flash player

Diecezjalny Dzień Przymierza, 18.10.2015

Dziś w niedzielę, 18 października 2015 roku, na Górze Chełmskiej obchodziliśmy Diecezjalny Dzień Przymierza. Pomimo deszczowej pogody Rodzina Szensztacka  bardzo licznie zgromadziła się przy Sanktuarium Przymierza. Wdzięczność za dar przymierza miłości, wierność  oraz miłość do Maryi pozwoliła nam spotkać się ze sobą i razem we wspólnocie wszystkich wspólnot szensztackich świętować  pierwszy rok nowego stulecia Szensztatu ( Księża, Sióstry, Instytut Rodzin, Związek Rodzin, Rodziny Ligowe, Matki Szensztackie, Młodzież Szensztacka męska i żeńska, Kręgów  Matki Bożej Pielgrzymującej oraz stali pielgrzymi i sympatyycy Ruchu). W tym też dniu, podczas uroczystej mszy świętej, o godz. 12.00,  4 małżeństwa (z Miastka z parafii pw. NMP Wspomożenia Wiernych oraz z Białego Boru z parafii pw. NMP Królowej Polski) oddały się Matce Bożej Trzykroć Przedziwnej w przymierzu miłości. Jest dla nas wielką radością, że Dzieło Rodzin Szensztackich w naszej diecezji rozrasta się, a przede wszystkim wzrasta liczba rodzin, które świadomie pragną, jako narzędzia Maryi, przez pracę nad sobą oraz wierne życie przymierzem chrztu świętego, przyczynić się do religijno-moralnej odnowy świata.

Po mszy świętej był czas na gorący posiłek po nim krocząc drogą kamiennego różańca z modlitwą na ustach i w sercu,  zakończyliśmy nasze wspólnotowe świętowanie. Na koniec po raz pierwszy odmówiliśmy modlitwę, która będzie nam towarzyszyć w tym roku pracy formacyjnej:

Matko Trzykroć Przedziwna!
Spraw, byśmy się stali podobnymi do Ciebie.
Tak jak Ty kroczyli przez życie:
mężnie, godnie i w prostocie
szerzyli miłość, pokój i radość.
Wkrocz w nasze czasy poprzez nas
i uczyń je gotowymi na przyjęcie Chrystusa!

Zdjęcia


Poniżej zamieszczamy kazanie ks. dr Kazimierza Klawczyńskiego, diecezjalnego duszpasterza Dzieła Szenszatckiego, który pięknie wprowadził nas w nowe motto: PRZEJDŹ W NAS PRZEZ NASZE CZASY.

 

Umiłowana Rodzino Szensztacka,
Drodzy Pielgrzymi i Przyjaciele naszego Sanktuarium,
Czcigodny Księże Janie, proboszczu parafii w Miastku,
Drogie Siostry,


Dzisiejsza XXIX niedziela zwykła w ciągu roku jest jakże szczególna. Jest to niedziela misyjna a w Rzymie odbywa się Synod Biskupów poświęcony tematyce rodziny. Synod, który nie bez bólu i sporów pragnie spojrzeć na ideał i realia rodziny w XXI wieku. Bardzo wymownym faktem jest, że właśnie dzisiaj, w trakcie synodalnej dyskusji, tak szeroko i na różne sposoby komentowanej przez światowe media papież Franciszek kanonizuje po raz pierwszy oboje małżonków Zelię i Ludwika Martin, rodziców św. Tereski od Dzieciątka Jezus, patronki misji.


O świętym małżeństwie Martin może opowiadać godzinami:  Wracając z kościoła, Ludwik Martin zauważył na drodze biedaka. "Zapraszam do siebie" - wskazał dom ręką. Weszli do środka. Ludwik nakarmił przybysza, ubrał go w porządne ciuchy, a gdy gość wychodził, zaproponował coś nieprawdopodobnego: "Proszę nas pobłogosławić". Zdumiony żebrak pobłogosławił rodzinę Martin. "W czasie spacerów tatuś lubił dawać mi pieniążki, abym zanosiła je spotkanym ubogim" - notowała po latach Tereska.
Poznali się na moście w Alencon. Zelia mijała starszego od niej mężczyznę, a jej serce niespodziewanie mocniej zabiło. Odwróciła głowę. "To ten, którego przygotowałem dla ciebie" - usłyszała w sercu. Pobrali się po trzech miesiącach, 13 lipca, o północy! To nie jakaś fanaberia. To raczej znak, że bardzo mocno weszli w misterium dwu nocy Jezusa: w noc Jego narodzin i noc Jego śmierci. Byli szczęśliwym małżeństwem. On, ceniony jubiler i zegarmistrz, ona prowadząca z powodzeniem spory zakład koronczarski. Powodziło im się nieźle. Stać ich było na długie zagraniczne wojaże. "Mąż mój to święty człowiek. Życzyłabym wszystkim kobietom takich mężów" - pisała zachwycona Zelia. Nie byli dewotami. Modlitwa w ich domu była czymś naturalnym jak oddech. Kard. Martins w Lisieux powiedział genialne zdanie: "Zanim spojrzeli sobie w oczy, długo wpatrywali się w twarz Chrystusa". To nie tylko metafora. To konkret. Wcześniej Martinowie pragnęli żyć za murami klasztorów. Nie zostali mnichami, ale ich dzieci wybrały drogę zakonną. Tęsknota wyssana z mlekiem matki? Patrząc na twarze świętych, myślimy czasami: to giganci ducha, supermani wiary. Tymczasem małżeństwo Martinów było niezwykle kruche, delikatne, podatne na zranienia.
Spośród dziewięciorga dzieci aż czworo zmarło we wczesnym dzieciństwie. Po śmierci jednej z córek Zelia pisała: "Jestem w rozpaczy. Chciałabym również umrzeć!". Ludwik Martin przeżył żonę o kilkanaście lat. Później sam poważnie zachorował. Bez słowa wychodził z domu i szedł przed siebie. Czy to objawy choroby Alzheimera czy poważniejsza choroba psychiczna? Nie wiemy. Wiemy jedno: niesamowicie cierpiał. Narażał się na nieustanne kpiny.  Twarz Ludwika wykrzywiał grymas bólu. Szedł po omacku w bardzo ciemnej nocy. Mała Tereska wspominała po latach swą niezwykłą wizję z dzieciństwa. Miała 12, 13 lat. Ojciec wyszedł z domu, ale dziewczynce nagle wydało się, że tata siedzi w pokoju. Nigdzie nie wyszedł. Jego twarz wykrzywiał ogromny grymas bólu. Po wielu latach przebywająca za kratami Karmelu Teresa wertowała swój brewiarz i spojrzała na ukryty w nim obrazek Jezusa. Po jej plecach przeszedł dreszcz. Rozpoznała rysy ojca. Ze świętego obrazka patrzył na nią tata. W jego oczach rozpoznała wzrok poniżonego Jezusa. Czy można się dziwić, że nazwała ojca Dziedzicem i Władcą Senioratów Cierpienia i Upokorzenia?
Czy trzeba ponieść męczeńską śmierć, by trafić z rodziną na ołtarze? Nie. Przykład rodziny Martinów przekonuje, że można trafić do nieba poprzez prasowanie, wychowywanie dzieci i parzenie herbaty. "Moi rodzice byli bardziej godni nieba niż ziemi" - pisała św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Doczekali się...


Ukochani w Panu,
Dzień dzisiejszy, 18 października to również Diecezjalny Dzień Przymierza, kończący 1 rok po wielkim jubileuszu 100 Dzieła Szenszatackiego. Przy tej okazji warto zapytać się o wkład Dzieła Szensztackiego w aktualną dyskusję o rodzinie. Jest on bardzo konkretny i naznaczony szczególnym charyzmatem, ofiarowanym nam w osobie naszego Założyciela o. Kentenicha. Polega na pedagogice ideału. O. Kentenich robił wszystko, by szlachetne i piękne ideały, w tym ideał chrześcijańskiej rodziny były przez nas umiłowane wewnętrznie i przez to łatwiejsze do realizacji, mimo wszelkich trudności, na które napotyka każdy  z nas. Pisał o tym w Narzędziu w dłoniach Maryi w obozowej celi w Dachau, cytując słowa Alberta Schweitzer, gdzie wielu ludzi rezygnowało ze swych ideałów:
„ Na mojej drodze życia jak wierny doradca towarzyszyło mi przekonanie, że powinniśmy zabiegać o to, by w sposobie naszego myślenia i odczuwania pozostać takimi, jakimi byliśmy w młodości. .. Dzięki młodzieńczemu idealizmowi człowiek dostrzega prawdę. Prawda ta jest jego bogactwem, którego nie powinniśmy na nic zamieniać. Wszyscy musimy być przygotowani na to, że życie będzie nam chciało wydrzeć wiarę w dobro i prawdę oraz entuzjazm dla nich. Nie ma jednak konieczności byśmy je utracili. To, że, ideały w konfrontacji z rzeczywistością zwykle bywają wypierane prze fakty, nie oznacza wcale, że muszą wobec nich kapitulować, lecz tylko, że nasze ideały nie są wystarczająco mocne.
Ta pedagogika ideału w tym roku naszej duchowej pracy znalazła wyra w słowach motta, które będzie nam towarzyszyło przez cały rok:
Przejdź w nas przez nasze czasy...
Są one zaczerpnięte napisanej przez Założyciela w roku 1944 Pieśni narzędzia gdzie czytamy między innymi:
Spraw, byśmy się stały podobne do Ciebie.
Tak jak Ty kroczyły przez życie:
Mężnie, godnie i w prostocie
Szerzyły miłość, pokój i radość.
Wkrocz w nasze czasy poprzez nas
I uczyń je gotowymi na przyjęcie Chrystusa!

Ukochani,
Dzień dzisiejszy jest również dniem odnowienia naszego przymierza z Maryją, które każdy z nas zawarł. Jesteśmy członkami ruchu, w którym każdy z nas znalazł swoje miejsce w domu Maryi, w jej sanktuarium. Szczególną radością dzisiejszego dnia są cztery rodziny, które za chwilę zawrą przymierze miłości:
Dariusz i Iwona Wiktorczyk,
Dariusz i Katarzyna Skowron,
Grzegorz i Dorota Świątek - Brzezińscy,
Maciej i Monika Gołuńscy.
Otaczając ich naszą modlitwą i przyjmując do naszej szensztackiej rodziny widzimy jak owocne jest bycie narzędziami w rękach naszej Pani i Królowej. Przekonujemy się, że nie tylko my przychodzimy do Niej, ale Ona przez nas idzie na nowe drogi, często peryferia by zaproponować swoją pomoc i wsparcie. Wymownym tego było wyjcie naszej Matki w Jej wizerunku w czasie obchodów jubileuszowych i towarzyszenie nam w pielgrzymowaniu do sanktuarium. Ona chce być z nami, z nami pielgrzymować przez życie, tam wszędzie gdzie jesteśmy i gdzie nam Jej potrzeba. Jak młodzi i zakochani na nowo powiedzmy do Niej – dobrze że jesteś! Amen